Lniana brown

_DSC1758

Na tą sukienkę „zachorowałam” jak tylko ją zobaczyłam, a było to baaardzo dawno… w lutym. Długo zastanawiałam się z czego ją uszyć, czy wybrać dół prosty i długie rękawy, czy może dół trapezowy i krótkie rękawy, czy może prosty dół z krótkimi rękawami. Ale ponieważ na podejmowaniu decyzji upały mnie zastały 😉 – wybrałam wersję z szerszym dołem i krótkimi rękawkami.

Sukienka z wykroju Burdy 2/2014, model 101. W wersji oryginalnej powinna mieć kieszonki tuż pod odcięciem pasa, z których jednak zrezygnowałam, ponieważ w tak cienkiej sukience niczemu by one nie służyły, a dodawałyby kolejne warstwy materiału lub zawartości samych kieszeni, w miejscu, w którym chciałybyśmy tego najmniej, tzn. na brzuchu. Moja wersja sukienki uszyta jest z lnu, takiego troszkę metalizującego, czego na zdjęciach nie widać. Zresztą na tych zdjęciach, w ogóle prawie nic nie widać 😛

To, co najbardziej mi się podoba w tej sukience, to jej rękawy, taki niby raglan bez raglanu. Rękawek zszywany jest z dwóch części dzięki czemu jest ślicznie wyprofilowany w łuk i wysoko wszywany, prawie pod same barki. Ale myślę, że bez rękawów, też wyszłaby ciekawa sukienka, bo miejsce na rękaw jest mocno wycięte.

Sukienka ma jednak chyba coś niedopracowanego w okolicach biustu i pach, ponieważ w tym miejscu robi się druga zakładka piersiowa. Myślę, że i materiał z którego uszyta jest sukienka i sama budowa ciała ma wielkie znaczenie, ale przeglądnęłam sobie zdjęcia modelek w Burdzie i …. jedna ma to miejsce zasłonięte całkowicie włosami, a u drugiej widać ten sam problem, czyli tworzącą się drugą zakładkę. Czyli… moje umiejętności krawieckie pozostawiają wiele do życzenia, ale coś musi być na rzeczy 😉

Drugą rzeczą, którą chyba jednak bym zmieniła, jest zakładka na przodzie spódnicy. Nierozprasowana sterczy do przodu, z zaprasowanej tworzy się taki niby fartuszek. Może się czepiam, ale jak patrzę na tą zakładkę z góry, to tak mi ona jakoś nie leży 😉

Jak to z lnem bywa, ładnie i elegancko wygląda tylko po prasowaniu 😀 natomiast po jednym użyciu, jakby w życiu żelazka nie widział. Ale chyba nikt od lnu nie wymaga, żeby cały dzień utrzymywał bez najmniejszego zagniecenia. Może nie każdy to lubi, ale dla mnie osobiście te pogniecione lniane ciuchy mają w sobie jakiś urok, zapach lata, smak wolności i luzu… a białych, wykrochmalonych kołnierzyków i odprasowanych garsonek jeszcze się nanosimy 😉 A może jak się tak solidnie ta sukienka wygniecie, to też się lepiej będzie układać??? Qui sait??? 😉

Wspominałam już, że nie cierpię robić zdjęć w pełnym słońcu? Pewnie tak… dlatego zdjęcia są jakie są, i znów nic na nich nie widać 😛 „Złej baletnicy…” ale w sumie to ja wcale nie twierdzę, że jestem dobrym fotografem 😛 a sukienka naprawdę w realu wygląda zdecydowanie lepiej 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *