Cztery bluzki, trzy spódnice…

maki

Po miesiącu prawie „nicnierobienia” rzuciłam się na mój regał z materiałami, jakbym go nie widziała milion lat 😉 Wyszperałam z niego wszystkie możliwe dzianiny i….

Tak właśnie, w ciągu dwóch dni, powstały cztery bluzki i trzy spódnice… tak naprawdę bluzek powstało pięć, ta ostatnia z pozostałych  ścinek, ale wciąż czeka na wykończenie.

Jednak lenistwo zawładnęło mną do tego stopnia, że czułam tylko i wyłącznie chęć zszywania. Niepotrzebne mi były żadne wykroje lecz obwód biustu, talii i bioder 😛 Idąc za zasadą, że dzianina wiele wybaczy, odmiarzałam na materiale, kroiłam i zszywałam. Straszne rzeczy, prawda? 😉

Nie wiem czy jest się czym chwalić, chyba raczej nie, ale moje lenistwo poszło jeszcze dalej… doszłam do wniosku, że tak naprawdę żadna z tego typu rzeczy nie służy dłużej niż rok, więc po co je wykanczać lamówkami, odszyciami lub innymi wynalazkami? Przecież życie trzeba sobie upraszczać 😀

Kiedy już się naszyłam, obszyłam i przeszyłam postanowiłam coś namalować moimi nowymi farbkami do tkanin 😉 Pożałowałam tego pomysłu równie szybko, jak wymyśliłam, bo na dzianinie wcale tak fajnie się nie malowało, ale skoro już moją twórczość zaczęłam, wypadało ją skończyć. Tym sposobem powstała makowa bluzka…

Czy poznajecie moją beżową sukienkę? Po transformacji zamieniła się w beżową spódnicę maxi 😀

Najmniej udany ciuch to….???? Czerwona krótka spódniczka… Jakaś taka nie w moim typie. Tak to już jest, kiedy się szyje dla samego szycia i niczego więcej 😉 dlatego pewnie za jakiś czas znów trafi pod igłę 😛

Na chwilę obecną moim ulubionym zestawem jest biała spódnica ołówkowa i szara bluzka nietoperz. W zasadzie, mogłabym ich nie ściągać 😉

Obiektywnie stwierdzam, że jednak upały nie są odpowiednią porą na szycie i lepiej jest, jak każdy normalny człowiek, udać się nad wodę 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *