Niech żyje bal…-owa!

gora_czesci1Ściślej mówiąc, nie bal lecz wesele i Państwo Młodzi… No to skąd ten bal? – ktoś zapyta.

A było tak: to, że kobieta nie ma się w co ubrać na co dzień, to jest rzecz całkiem normalna i już chyba nikogo nie dziwi 😉 Ale kiedy kobieta staje przed szafą „w przededniu” wesela, wtedy musicie mi uwierzyć, ona naprawdę nie ma co na siebie włożyć 😛 Zaczyna się wertowanie katalogów, Burd, Papavero i sklepów internetowych z kieckami, w chwilach największego zwątpienia.

Pytam pewnego dnia mojego męża (faceci mają podobno łatwość w dokonywaniu wyboru 😉 ): „Jaką sukienkę mam sobie uszyć, taką zwykłą czy bardziej strojną?”, na co on bez chwili wahania odpowiedział: „Na wesele??? Zwykłą??? OCZYWIŚCIE, ŻE BALOWĄ!”

Jak balowa, to musi być zwiewna i lekka: „Szyfon? Nie, źle się szyje. Satyna? Brrrr, śliska i zimna. Jersey! Zbyt pospolity. Dresówka odpada 😛 Len!!! Nieee, za bardzo się gniecie. Tiul? Hmmmm… Tiul??? Nieee, co ja jestem baletnica jakaś? No nie uszyję tej sukienki, nie uszyję! Nie wyprodukowali jeszcze takiej tkaniny! Tiul??? Nooo może jednak tiul? Dobra! Tiul…” To tylko niektóre z moich przemyśleń, rzucanych na głos i po cichu, krążących po  mojej głowie we śnie i na jawie 😉

Wybór koloru zaczęłam od… kupna butów 😛 Po co sprawę ułatwić, kiedy zawsze można samemu sobie stawiać góry 😉 Ale przyznajcie sami, butki są piękne, skórzane, na zewnątrz zamsz, w kolorze gorzkiej czekolady.

Sukienka jest bardzo prosta. Góra skromna z papaverowego wykroju sylwestrowej jedwabnej sukienki, podobała mi się od zawsze, od kiedy ją tylko ujrzałam. Moja uszyta jest z bawełny satynowanej w kolorze jasnego beżu dla kontrastu. Tkanina jest dosyć gruba, mięsista z dodatkiem elastanu, przez co doskonale układa się na ciele. Dół natomiast to podszewka z półkoła i dwuwarstwowa tiulowa spódnica z pełnego koła, jednak nie marszczonego, a ułożonego w zakładki.

Przyznam się bez bicia, ja tego koła nie wycinałam 😉 kiedy utonęłam w 6 metrach tiulu, który falował na wszystkie strony i za nic w świecie nie dał się ułożyć jak trzeba, zwątpiłam i pożałowałam, że sobie taką kieckę dziwną wymyśliłam 😉 Na szczęście, mam zaprzyjaźnioną panią krawcową, dla której tiul to żadne wyzwanie i która ratuje mnie w moich szyciowych wpadkach. Moje zadanie polegało tylko na połączeniu tych wszystkich kół z półkolem, ułożeniu zakładek i wszyciu do góry. Nie powiem, że było to łatwe, ale chyba się udało 🙂 A przy okazji nauczyłam się wszywania zamka krytego do sukienki bez wszywania tiulu 🙂 Super sprawa! A taka koleżanka krawcowa, to skarb nad skarby 🙂

Całość dopełnia własnoręcznie zrobiona na szydełku bransoletka z koraliczków i malutka brązowa torebeczka z lakierowanej ekoskóry… którą dostałam w prezencie od męża 😉

Zdjęcia marne, komórkowe… może w niedługim czasie będę miała okazję włożyć sukienkę i zrobić porządne foty 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *